Powstanie Strefy Czystego Transportu w mieście oznacza poprawę jakości powietrza, więc to na pewno bardzo dobra wiadomość dla rodziców z małymi dziećmi, seniorów czy osób mających problemy z oddychaniem. Jak pokazują badania z wielu europejskich miast, w których takie strefy działają już od dawna, to również pozytywna informacja dla osób prowadzących mniejsze czy większe biznesy. Bo tam, gdzie się pojawiają regulacje ruchu – kupujących jest więcej.
Strefy czystego transportu (niskiej emisji, ang. LEZ, low emission zone) to jedna z form lokalnych przepisów, określających zasady pozwalające na wjazd samochodów do miast (ang. Urban vehicle access regulations, UVARs). Jest to bardzo popularne narzędzie, które ma ograniczyć na ulicach liczbę pojazdów emitujących najwięcej zanieczyszczeń. Pierwsze takie strefy zaczęły być organizowane już 30 lat temu. Obecnie wprowadzono je już w ponad 300 europejskich miastach i regionach, ale też na innych kontynentach (np. w Azji, w Indonezji). Wnioski po ich wprowadzeniu były wszędzie te same – znacznie udało się dzięki temu poprawić jakość powietrza. Nawet o kilkadziesiąt procent zmniejszało się stężenie drażniących tlenków azotu (NOx) oraz pyłów zawieszonych. Zaobserwowano również jeszcze jeden efekt – LEZ miała bardzo dobry wpływ na handel detaliczny.
Po wprowadzeniu strefy czystego transportu w Madrycie właściciele sklepów, które znalazły się w jej obrębie, stali się jej dużymi orędownikami. Podkreślali, że nie tylko łatwiej jest im teraz oddychać, że odczuwają poprawę samopoczucia, wynikającą z tego, że powietrze wokół nich poprawiło się. Ale zaznaczali też, że nie odnotowali znaczącego spadku sprzedaży którego się obawiali przy wprowadzeniu strefy, ale w wielu przypadkach zaobserwowali wzrost obrotów. Kolejne badania robione rok później, oparte o analizę transakcji płatniczych, potwierdziły ten trend. Okazało się, że wzrost transakcji w obrębie madryckiej LEZ wzrósł o ponad 8%, podczas gdy w całym mieście tylko o ponad 3%.
Takie same wnioski płyną do nas przez Bałtyk ze Szwecji. Stolica tego kraju, Sztokholm, wprowadziła w 2006 r. tzw. opłatę kongestyjną. Obowiązuje ona każdego, kogo samochód nie spełnia wymaganych norm, a mimo to chce on poruszać się tym pojazdem po sztokholmskich ulicach. Rozwiązanie miało być testowe, ale tak się spodobało, że w referendum mieszkańcy przyjęli je na stałe. Jeszcze w okresie próbnym zrobiono badania, które miały pokazać wpływ tego LEZu na działający na tym obszarze sektor handlu detalicznego. Okazało się, że zakupy w centrach handlowych, galeriach, domach towarowych, a także niewielkich sklepach rozwijały się tam tak samo, jak w innych częściach kraju, nie objętych podobnymi regulacjami.
Ciekawych wyników badań dostarcza też University College of London. Pokazują one, że wszędzie tam, gdzie wprowadzano rozwiązania związane z regulacjami ruchu, znikały pustostany, oczekujące na wynajęcie pod handel. Tak było między innymi w Londynie, gdzie spadek w skali roku był o 17% większy, niż na ulicach, gdzie nie dokonywano żadnych zmian.
Dlaczego tak się dzieje – tłumaczą między innymi wyniki niemieckich i brytyjskich badań. Po pierwsze sprzedawcy zazwyczaj znacznie przeszacowują liczbę klientów, którzy docierają do nich samochodem. I to co najmniej trzykrotnie! W rzeczywistości znaczna część klientów dociera do sklepów pieszo, komunikacją miejską bądź rowerem. Po drugie, piesi i rowerzyści zaglądają do sklepów częściej. Więc nawet jeśli jednorazowo zostawiają w nich mniej pieniędzy, to ostatecznie więcej dochodu pochodzi od nich niż od kierowców samochodów.
Można zatem śmiało powiedzieć, że ze stref czystego transportu zysk jest potrójny. Od zysku zdrowotnego, będącego efektem oddychania czystszym powietrzem oraz zmniejszenia hałasu, przez globalny zysk klimatyczny, po zysk odnotowywany na kontach bankowych właścicieli sklepów czy punktów usługowych.
Autor korzystał z analizy „Dlaczego wprowadzenie SCT to dobra wiadomość dla lokalnych firm?” kampanii Clean Cities.